Założenie Wspólnoty Małych Sióstr Baranka miało miejsce 40 lat temu, a Wspólnoty Małych Braci 30 lat temu, jednak aby dotrzeć do źródła tej historii trzeba sięgnąć pamięcią do roku 1968 i następnych.

Rok 1968, Paryż

Kilka małych sióstr z Rzymskiego Zgromadzenia św. Dominika mieszka w Dzielnicy Łacińskiej Paryża, blisko Teatru Odeon. Właśnie trwa rewolucja, zwana „kulturalną”, której gwałtowny poryw pozostawia po sobie chaos i bałagan. Tacy myśliciele jak Marks i Hegel stali się dla wielu ludzi mistrzami, również we wspólnotach Kościoła; liczni kapłani i zakonnicy porzucają kapłaństwo i życie konsekrowane. Na tarasie domu naszej małej wspólnoty, prowadzącej bursę dla kilku studentek, lądują kamienie, wrzucone podczas zamieszek… jednak żadne z tych wydarzeń nie może nas odłączyć od miłości Jezusa, nieustannie wzrastającej w naszych sercach. Wzajemna, jednocząca nas miłość i tchnienie Ducha Świętego mają większą moc. W oknie naszej kaplicy umieszczamy tabliczkę, na której każdy przechodzień może przeczytać, że „Kaplica jest otwarta dla wszystkich”.

Młodzi studenci zaczynają do nas przychodzić. Moim udziałem jest bowiem wyjątkowa łaska studiowania Ojców Kościoła na Sorbonie w zespole chrześcijańskich wykładowców, którzy nie ulegli szalejącej wokół nawałnicy. Pewnego dnia w sali wykładowej jedna ze studentek woła: „Kto to zgubił?” Widzę, że jest to różaniec, który noszę przy moim dominikańskim habicie, więc zgłaszam się jako właścicielka i odzyskuję go. Od tego dnia wielu studentów interesuje się Wspólnotą.

Grupa osób, które uczestniczą w naszej liturgii zaczyna się rozrastać. Wspólnie staramy się czerpać ze źródeł Wschodu i Zachodu, długo wpatrując się w ikony Trójcy Świętej, Maryi, Chrystusa i zgłębiając razem „Summę” św. Tomasza z Akwinu i – nade wszystko – Ewangelię.

Młodzi bracia dominikanie, w podobnej, „rewolucyjnej” sytuacji, dołączają do naszej grupy. Jako początkujący patrolodzy miłują Kościół, Jezusa Chrystusa i Jego Ewangelię. Razem „trwamy w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie” (por. Dz 2, 42). W naszej modlitwie często powracają te Słowa z Ewangelii: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je maluczkim” (Mt 11, 25). Widzimy, że trzeba nam przyjąć jak „maluczcy” to wielkie błogosławieństwo Jezusa i pozwolić tchnieniu Ducha uwielbienia i pocieszenia wprowadzić nas w głębię trynitarnego Życia; śpiewamy więc nieustannie na cześć błogosławionej i życiodajnej Trójcy:

O błogosławiona Trójco,
Ty jesteś wiecznym źródłem życia,
niech Twa obecność nas uświęca,
by nieustannie chwalić Ciebie.

Doświadczamy, że nie ma innej rewolucji, jak tylko ta, która dokonuje się w głębi serca. Mamy żyć według Ewangelii Jezusa Chrystusa. Naszymi mistrzami są Ojcowie Kościoła: Ambroży z Mediolanu i Augustyn, Kasjan, Sofroniusz z Jerozolimy, Maksym Wyznawca i św. Tomasz z Akwinu, którego wyjaśnia nam o. Hubert… tyle imion przyjaciół… Przyjąć Tradycję w nieustannej nowości Bożego „Dzisiaj”, w sercu Kościoła, w duchu Soboru Watykańskiego II, takie jest nasze postanowienie, które ostatecznie, w kontekście tamtych czasów okazuje się… rewolucyjne!

W samym sercu tej zawieruchy Pan nadal buduje swój Kościół na skale przyjaźni, a nam dane jest doświadczanie głębokiej braterskiej jedności. Wtedy właśnie po raz pierwszy spotykamy ojca Christopha Schönborna OP, który dzisiaj jest kardynałem – arcybiskupem Wiednia, w Austrii. Teraz jest on również ojcem Wspólnoty – chociaż wtedy nikt jeszcze nie mógł tego przewidzieć – a jego biskupią dewizą są słowa: „Nazwałem was przyjaciółmi” (J 15, 15).

W szkole św. Dominika, który nauczył się tego od mnicha Kasjana, rozważamy Słowo Boże w świetle nauczania Ojców Kościoła. Uczymy się na pamięć Ewangelii, wkładając w to całe serce i, jak mówi Pismo, „spożywamy” ją, mandukujemy. Możecie przeczytać, co o tym zostało powiedziane do proroka Ezechiela: „Zjedz księgę” (por. Ez 3, 1) i do świętego Jana w Apokalipsie, gdzie użyto jeszcze dokładniejszego wyrażenia: „Połknij księgę” (por. Ap 10, 9).

Już wówczas, tak jak i teraz, każdego dnia w świetle Ewangelii zadajemy sobie pytanie: „Kim jest Bóg?” i „Kim
jest człowiek?” Któż lepiej od Jezusa i świętej Ewangelii może odpowiedzieć na to pytanie? Życie, prawdziwe życie, życie pełne miłości i dające życie, tryska z naszych serc i w ukryty sposób odnosi zwycięstwo nad panującym wokół nihilizmem. Jezus, cichy i pokorny sercem, prowadzi nas po ścieżkach pokoju, którego chwilowa przemoc nie może zniweczyć. W ten sposób każdego dnia nasze życie staje się coraz bardziej maryjne. Naszym zwyczajem jest odmawianie różańca, według drogiego dla św. Dominika nabożeństwa. Również mandukacja Ewangelii jednoczy nas z Maryją, zgodnie z tym, co zostało napisane: „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu” (por. Łk 2, 19). Nasza mała grupa studentów, wykładowców, braci dominikanów, wspólnie trwa przy Maryi.

Nie mieliśmy już wina, lecz właśnie za darmo otrzymaliśmy najwyborniejsze wino… Ziarno pszenicy, które wpadło w ziemię obumarło, różni ideolodzy ogłaszali już swe zwycięstwo, nie wiedząc, że jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię obumrze, przynosi plon obfity (por. J 12, 24).

Rzeczywiście, życie w Duchu Świętym rozkwita również w innych grupach, co sprawia, że rodzą się nowe wspólnoty i budzi się prawdziwa wiosna w Kościele. Duch Święty tchnął na żar, który zdawał się gasnąć i nowy ogień w tajemniczy sposób zapłonął w sercach wierzących. Światłość, której ciemności nie mogą ogarnąć, świeci w naszych sercach (por. J 1, 5). Dla uleczenia zranień zostało nam dane Boże i święte namaszczenie. Naprawdę Jezus jest Panem i Zbawicielem, On daje nam swego Ducha, a Kościół jest naszą Matką, naszym Domem.

Wydawało się, że majowa rewolucja 1968 roku wszystko zniszczy, jednak, jak już powiedzieliśmy, została ona poprzedzona w sercu Kościoła przez Sobór Watykański II, najważniejszą „rewolucję”, której fundamentem była miłość Boga i umiłowanie wszystkich ludzi – naszych braci. Sobór właśnie wtedy dał światu Kościół odnowiony przez Ducha Pańskiego. Posoborowa liturgia pozwoliła nam żyć w rytmie serca Bożego i Jego miłości do ludzi. Ewangelia, zachowywana w sercu na wzór Maryi i przeżywana w miłości do Boga i bliźniego, jest naszym pożywieniem w modlitwie i siłą zwycięskiego oporu wobec wszelkiego nieporządku i wszelkiego zła.
W sercu Kościoła narodziła się cywilizacja Miłości. „Wody wielkie nie zdołają jej ugasić, nie zatopią jej rzeki” (por. Pnp 8, 7).

Święty Dominik i… Dominik – ubogie „dziecko” w nocy

Na modlitwie, podczas nocnych adoracji, wołanie naszego ojca, św. Dominika, staje się naszym wołaniem: „Moje Miłosierdzie, co stanie się z grzesznikami?”, „spośród których” – uściślamy – „jesteśmy pierwszymi”. Święty Dominik powtarzał również nieustannie na modlitwie: „To ja zgrzeszyłem!”.

„Moje Miłosierdzie, co stanie się z grzesznikami?” – to wołanie naszego ojca św. Dominika, które rozlegało się, kiedy modlił się nocami, a w ciągu dnia rozpalało jego serce, usłyszał on, wsłuchując się w to, jak w sercu Trójcy Świętej Bóg Ojciec, Przyjaciel człowieka, zwraca się do Syna: „Moje Miłosierdzie (to znaczy: doskonałe wyrażenie mojej miłosiernej miłości), co stanie się z grzesznikami?” A Syn odpowiada, jak nam podaje Pismo:

„Oto przychodzę! Oto ja, poślij mnie!” (por. Ps 40, 8; Hbr 10, 7).

Saint Dominique
Święty Dominik

Włączając się w ten poryw miłosierdzia, Dominik powstaje, gotowy do misji, a my, ufając jego wstawiennictwu, wypełniając nakaz Jezusa i Jego Ewangelii również „wyruszamy w drogę”.

Z kilkoma studentami zaczynam chodzić nocą do trudnych dzielnic, w których gromadzą się ci, którzy „mieszkają w mroku” (por. Łk 1, 79), idąc na spotkanie najbardziej zagubionych młodych ludzi i ubogich. Wciąż nie mogę zapomnieć twarzy jednego, być może szesnastoletniego „dziecka”, które – tak właśnie! – miało na imię Dominik. Jego twarz wyryła się w mojej pamięci. W Paryżu młodzi ludzie coraz częściej zaczynają sięgać po narkotyki. Dominik wstrzykuje sobie heroinę i śmierć ma wypisaną na twarzy.

Tego dnia zaczynam przeczuwać, że bezsilność, jakiej doświadczamy w kontakcie z ubogimi i ogarniający nas czasami lęk, ustępuje miejsca miłości, do tej pory nieznanej, która nie może pochodzić z naszego biednego serca. Tak, w naszym sercu bije inne serce, serce Jezusa, który miłuje ubogiego i zbawia go, stając się jedno z nim, jedno ze mną. Tak, Miłosierdzie, które posyła nas do ubogich jest Miłością, silniejszą od śmierci.

W głębi tych ciemności, pośród tylu cierpiących twarzy, jaśnieje „Najświętsze Oblicze” Jezusa, lśniące światłością Miłości, której ciemności nie mogą ogarnąć. „Boży Żebrak” prosi o naszą wiarę, o umiłowanie Go i uwielbienie, aby w nocy tego świata mogła rozlać się obficie czuła miłość Ojca, pocieszenie Ducha i moc Zmartwychwstania, zwyciężająca ciemności, zło i śmierć.
Kiedy dano mi pozwolenie na te nocne misje, otrzymałam tylko jedno zastrzeżenie: „Nigdy nie dawaj im adresu do naszego domu!”, jednak, mimo że o tym nie wiedziałam, ubodzy poszli za mną i sami znaleźli nasz adres! „Wtargnęli” do naszego domu, który szybko się nimi wypełnił. Od tej pory dzielimy los z ubogimi u naszych drzwi i wszędzie tam, dokąd nas zaprowadzą. Można by tu opowiedzieć wiele różnych historii. Od tej chwili oni wyznaczają nam drogę, z której nie będzie już odwrotu.

Oczywiście nie może długo trwać usiłowanie pogodzenia tych dwóch rzeczywistości – prowadzenia bursy dla studentek i przyjmowania ubogich w domu. Mieszkanie nie jest do tego przystosowane i niektóre rodziny rezydujących u nas dziewcząt zaczynają się niepokoić. Wszystko to powierzamy Panu i wspólnie przyzywamy Ducha Świętego. W modlitwie i braterskich rozmowach widać już zarys następnego kroku.

To pierwsze, „czołowe”, lecz także serdeczne spotkanie z ubogimi, zaangażowanie się w walkę przeciw śmierci i złu, w ciemnościach nocy, sprawia, że słyszymy kolejne wezwanie. Wezwanie do nawrócenia, do wiary w Ewangelię, do tego, by zjednoczyć się z Jezusem w Jego Męce i z Jego Krzyżem, zwyciężającym wszelkie zło i śmierć, wezwanie do tego, aby trwać na modlitwie pod Krzyżem Jezusa.

Rok 1974, Vézelay

W sierpniu 1974r. przeżywamy rekolekcje w Vézelay, u stóp wzgórza, na którym położone jest to miasto, w małej franciszkańskiej pustelni La Cordelle. W 1217r. zostali w tym miejscu przyjęci pierwsi towarzysze Franciszka z Asyżu, miedzy innymi brat Pacyfik. Przebywali tutaj, aby żyć według Ewangelii i ją głosić. Dzisiaj ich bracia goszczą dziewięć małych sióstr dominikanek z Paryża. Pragniemy wsłuchiwać się w Słowo Boże w tym miejscu pełnym światła i ciszy, gdzie Ewangelia jest tak mocno zakorzeniona. Rekolekcje głosi brat Jean-Claude, franciszkanin. To decydujące spotkanie! Ten brat św. Franciszka nosi w sercu to samo, co my pragnienie modlitwy, umiłowania Ewangelii, zjednoczenia z Jezusem i przekonanie o konieczności głoszenia, tak jak Jezus, Dobrej Nowiny ubogim.

Znana jest pewna piękna historia o spotkaniu Franciszka z Dominikiem, którzy serdecznie przywitali się jak bracia… Franciszek i Dominik byli Chrystusowymi ubogimi, żebrakami. Wszyscy pamiętają, że Franciszek poślubił „Panią Biedę”, dla wszystkich jest on biedaczyną – poverello – kto jednak wie, że Dominik także naśladował ubóstwo Chrystusa ubogiego1? Łaska ich spotkania stała się również naszym udziałem2. Nasza historia miała się odtąd wpisać w historię przyjaźni św. Dominika i św. Franciszka.

Podczas tych rekolekcji nieustannie rozbrzmiewało błaganie, które podsumowuje wszystkie inne modlitwy: „Panie, obdarz nas niemożliwym ubóstwem wedle Twojej Ewangelii!”. Nic więcej, choć rekolekcje już się kończą… Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie choćby najskromniejszego ludzkiego sposobu lepszego przeżywania Ewangelii w ślad za św. Dominikiem. Żadne wspólnotowe refleksje nie zostały opracowane, nie stworzyłyśmy żadnego planu, nie, nic takiego nie ma miejsca, jest w nas tylko ogromna nadzieja i postanowienie oddania naszego życia na nowo…, a Bóg się o wszystko zatroszczy.

Przyszedł czas na rozstanie, każda z sióstr wyjeżdża teraz na coroczną „pustelnię”, dwie małe siostry zostają jeszcze kilka godzin dłużej w Vézelay i wtedy… ma miejsce tak z pozoru mało znaczące wydarzenie: pewien brat franciszkanin, cieszący się ze spotkania z małymi siostrami, mówi półżartem, półserio: „Jeśli chcecie tutaj zamieszkać i żyć ubogo, to znamy ludzi z naszego miasteczka, którzy mogą wam oddać do dyspozycji na kilka miesięcy pewien mały dom!”

Cała wspólnota, na nowo zebrana w Paryżu, dostrzega w tej propozycji zamieszkania w małym domu w Vézelay Boży znak i odpowiedź na modlitwę. Trzeba wyjechać. Młodzi studenci również widzą w tym znak od Pana Boga. Bogu często podobają się takie malutkie znaki, więc choć nie wiemy co nas tam czeka, widzimy, że Pan lubi działać w taki właśnie sposób!

„Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę” (Rdz 12, 1). „Idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie” (Mt 19, 21). Tak, nadeszła godzina, aby na nowo wszystko zostawić – środowisko uniwersyteckie, Paryż, a także ubogich, aby iść za Jezusem i tylko za Nim, za Jezusem ubogim i ukrzyżowanym. Iść „na pustynię”, aby na nowo zostać posłanym, kiedy Bóg zechce.

Ja sama oraz jedna ze starszych sióstr zostajemy posłane do Vézelay. Siostra Jean-Paul OP, która była wówczas siostrą prowincjalną, potwierdza to posłanie proroczym słowem: „żeby się dowiedzieć czy coś pochodzi od Ducha Świętego, trzeba to przeżyć!” Wyjeżdżamy „bez złota i srebra”, aby modlić się i żyć ubogo.

W tych pierwszych dniach listopada 1974 r. Vézelay przyjmuje nas w swej bazylice, każdego ranka nasączonej światłem Zbawiciela, „tego wschodzącego Słońca, które nas nawiedza” (por. Łk 1, 78). Można tutaj mocno odczuć obecność św. Marii Magdaleny, patronki bazyliki. Jej wstawiennictwu zawierzamy wszystkich, których spotykałyśmy nocami, w Paryżu i zaczynamy uczyć się od niej tego, by „siedzieć u stóp Pana” (por. Łk 10, 39), słuchając Słowa wraz z Maryją, Matką Jezusa, która „zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu”.

Zamieszkanie w Vézelay oznacza także ponowne spotkanie z bratem Jean-Claude’m. Jest on naszym ojcem duchownym, ale Pan dał nam go również po to, by później razem z nim założyć Wspólnotę Baranka. Ojciec Christoph Schönborn i brat Jean-Claude sami wspominają te nasze początki w Vézelay. Posłuchajmy ich.

Brat Jean-Claude: „W uroczystość Wszystkich Świętych, w małym i ubogim domu w Vézelay, o. Christoph powierzył małej siostrze Marie i małej siostrze Réginald Pana Jezusa, obecnego w Najświętszym Sakramencie. Taki był początek Wspólnoty Baranka, choć jeszcze o tym nie wiedzieliśmy. Wcześniej, razem z bratem Michelem Hubaut OFM, proboszczem w Vézelay, przygotowałem ten dom dla sióstr. Cała historia była już wtedy obecna w zalążku… dobrze jest wspominać te wydarzenia, aby niczego nie stracić z Bożego daru, gdyż „To jest Pan!” (J 21, 7). Już pierwszego dnia zamieszkał w tym miejscu Jezus, który jest jedynym Panem, Przyjacielem, Oblubieńcem, Barankiem. Złożenie przez o. Christopha Najświętszego Sakramentu w tabernakulum w kaplicy tego domu stanowiło punkt wyjścia, podstawę, trzon i to pierwsze ziarno, które będzie odtąd jedynym punktem odniesienia mającej wydarzyć się historii…

„Już was nie nazywam sługami, ale przyjaciółmi” (J 15, 15). Tak, to przyjaźń gromadzi nas wszystkich – Marie i jej siostry, ojca Christopha, braci franciszkanów… i tak aż do dzisiaj odkrywamy cud tego „miłujcie się wzajemnie” (por. J 13, 34), widoczny od samego początku.

Dom modlitwy… w miasteczku, czyli daleko od wielkiego miasta, ale pośród ludzi, którzy nawet będą go nazywać pustelnią św. Dominika, dlatego że mała siostra Marie mieszkała tam sama przez dziewięć miesięcy. Było to miejsce życia w odosobnieniu, w samotności, poświęcone modlitwie uwielbienia i modlitwie wstawienniczej, samotnej modlitwie i liturgii, która wkrótce stanie się bardzo bogata, miejsce poświęcone zachowywaniu i przekazywaniu Słowa Bożego.

„Błogosławieni ubodzy” (Mt 5, 3) – był to dość biedny dom, sam w sobie odzwierciedlający pierwsze z Błogosławieństw. Razem modliliśmy się: „Panie, obdarz nas niemożliwym ubóstwem wedle Twojej Ewangelii!”. Trochę później to misterium ewangelicznego ubóstwa przyniesie owoc żebrania i wędrowania”.

„Ciągle jeszcze jestem zdumiony – mówi o. Christoph – że mogłem być uprzywilejowanym świadkiem tych
22
pierwszych godzin w Vézelay. Odwiozłem tam małe siostry Réginald i Marie, odprawiłem pierwszą mszę świętą i zostawiałem im Pana Jezusa, obecnego w Najświętszym Sakramencie, aby mogły Go uwielbiać w tym małym, bardzo ubogim domu, takim, jakich pragnął nasz ojciec św. Dominik. Na mszy świętej czytaliśmy Ewangelię o błogosławieństwach (Mt 5, 1-12) i, jak wszyscy pamiętają, moje kazanie było echem tego Słowa. Było to 1 listopada 1974r., we Wszystkich Świętych. Pamiętam, co powiedziała moja mama, kiedy rozstawaliśmy się z małymi siostrami: „To ty je tu zostawiasz, w takiej biedzie!” Ja jednak wierzyłem, i małe siostry również, że one są „błogosławione”, szczęśliwe, z powodu tej radości, której nikt nie może odebrać, kiedy odkrywamy, że Pan obdarza nas łaską, by wszystko dla Niego zostawić i że On tego dokonuje w naszym życiu”.

Nasze dwie małe siostry pozostają razem przez dwa miesiące. Następnie wspólnota w Paryżu potrzebując pomocy, wzywa małą siostrę Réginald, aby tam wróciła. Dla małej siostry Marie nadchodzi czas „pustelni św. Dominika”.

Dziewięć miesięcy na pustelni

Czas modlitwy w samotności pustelni, gdzie przyjmowani są także liczni studenci i ubodzy. Czas wsłuchiwania się w wezwanie Baranka, który woła, by pójść za Nim.

Powrót do źródeł w duchu Soboru Watykańskiego II

W tym samym czasie poproszono mnie o przestudiowanie łacińskich tekstów, opisujących charyzmat Zakonu Kaznodziejskiego w jego pierwotnym kształcie. Zostajemy więc wezwane do powrotu do „źródeł założycieli” jak to określono na Soborze Watykańskim II. Dlatego też bardzo poruszającą dla mnie łaską jest doświadczenie zbieżności między niedawno podjętą decyzją zdania się na Opatrzność i treścią tych tekstów.

Odsłonięty zostaje w nich charyzmat św. Dominika, wyrażony w zachwycającym skrócie: głosić Ewangelię, stanowiąc jedno ze Sługą Cierpiącym, „naśladując ubóstwo Chrystusa ubogiego”, być żebrakiem w codzienności, by objawiać żebrzącą Miłość Boga, tak wielką, że składa w ofierze samą siebie. Stać się żebrakiem, by objawiać światu Baranka Bożego: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1, 29), całe zło świata.

Teksty te odsłaniają doświadczenie naszego ojca Dominika, kiedy modlił się nocami. Kontemplował on Mękę naszego Pana Jezusa Chrystusa, Jego przebite serce, pozwalające dostrzec żebrzącą Miłość Ojca, oczekującego na zagubioną owieczkę, której szuka Syn, Posłaniec Miłosierdzia. Światło tej Miłości przemieniało z godziny na godzinę naszego ojca św. Dominika… na obraz Sługi Cierpiącego, do którego się upodabniał. Jak ubogi żebrak głosił wszędzie ubogiego i wzgardzonego Chrystusa.

Bóg w swojej Opatrzności prowadzi nas poprzez niewielkie, następujące kolejno po sobie wydarzenia, w ślad za św. Dominikiem, w drodze za Jezusem. Teksty oświecają to, czym Bóg obdarza nas każdego dnia; ich rozważanie jest po prostu dziękczynieniem. Wszystko, co właśnie przeżywamy staje się jaśniejsze, życie ewangeliczne, takie, jakiego pragnął św. Dominik jest nam dane – życie proste, o smaku żywej wody ze źródła.

I, tak jak zazwyczaj, Boży dar wpisuje się w pokorną codzienność.

Wspólnota w sercu Kościoła:  lata 1982 – 1983

Wkrótce inne siostry, a potem młode osoby dołączają do trzech pierwszych małych sióstr. W 1982 roku Matka generalna naszego Zgromadzenia wzywa mnie do siebie, żeby mi powiedzieć: „To, co nosisz w sercu jest czymś nowym, musisz zdobyć się na odwagę założenia nowej wspólnoty”. Chodzi oczywiście o narodziny nowej wspólnoty w rodzinie dominikańskiej. Trzeba również, aby ta fundacja została przyjęta przez Kościół – który jednak biskup weźmie pod swą pasterską pieczę tę malutką, rodzącą się dopiero trzódkę? Trzeba o to zapytać Maryję. Wyruszamy więc w drogę, mała siostra Marie-Noëlle i ja, „idziemy” jak pielgrzymi do Lourdes, aby u Matki Bożej żebrać o biskupa, który byłby dla nas „ojcem, przyjacielem i bratem”.

Po kilku dniach, 11 lutego 1982r., po dojechaniu do miasta w święto Matki Bożej z Lourdes, śpieszymy się, zmierzając do groty, kiedy nagle słyszymy klakson samochodu, z którego wysiada pewien przyjaciel, wołając: „Co wy tutaj robicie?” Pokrótce mu wyjaśniamy. „Wiem, kim jest ten biskup, którego szukacie – oznajmia i dodaje: a więc to dla was przyjechałem do Lourdes. Dzisiaj rano coś mnie dosłownie popchnęło, aby wsiąść do samochodu, bo cały czas w sercu słyszałem „ojciec Jean w Lourdes”! Tak, waszym biskupem będzie ojciec Jean Chabbert, arcybiskup Rabatu w Maroku!”

Rzeczywiście, poznałyśmy tego biskupa rok wcześniej, na kongresie eucharystycznym w Lourdes i serdecznie rozmawiałyśmy z nim o naszym życiu. No ale w Maroku! Żeby założyć wspólnotę w Kościele? To nie wchodziło w grę na samym początku! Jednak nasz przyjaciel wiedział, że ojciec Jean Chabbert ma wrócić do Francji. Zaproponował nam więc, byśmy do niego zadzwonili, teraz, zaraz, do kurii w Rabacie. Znakiem potwierdzenia dla nas ma być to, że ojciec Jean osobiście odbierze telefon. Dzwonimy więc i rzeczywiście biskup odbiera i po rozmowie stwierdza, że po powrocie do Francji chętnie przyjmie naszą małą Wspólnotę w swojej nowej diecezji.

Wspominając później datę 11 lutego 1982r. ojciec Jean wyznał, że prosił wtedy Matkę Bożą o łaskę duchowego przebywania przez cały dzień na modlitwie w grocie w Lourdes. Kilka miesięcy później jego nominacja została oficjalnie ogłoszona: ksiądz biskup Jean Chabbert został posłany do Perpignan.

Kiedy przyjeżdżamy do Perpignan, 28 stycznia 1983r., w święto św. Tomasza z Akwinu, jest nas dwanaście małych sióstr. Znalazłyśmy dom tuż obok kurii, w ubogiej dzielnicy zamieszkanej przez cygańskie i afrykańskie rodziny, na ulicy Joseph Denis 33. Dwóch „aspirantów1” oficjalnie uczestniczy już wtedy w powstawaniu Wspólnoty. Taki jest „zaczyn” Wspólnoty małych braci Baranka.

6 lutego 1983r. ojciec Jean Chabbert, arcybiskup-biskup Perpignan przyjmuje Wspólnotę Baranka na łono Kościoła. 16 lipca tego samego roku, w święto Matki Bożej z Góry Karmel, ojciec Vincent de Couesnongle, ówczesny generał Zakonu uznaje Wspólnotę za „gałąź wyrastającą z pnia Zakonu Kaznodziejskiego”. Napisał do nas: „…ponieważ, między braćmi i siostrami, chętnie się wzajemnie ubogacamy, oświadczam, że uczestniczycie odtąd w zasługach Zakonu, który sam już czuje się ubogacony, jak Święty Dominik w czasach Prouhile, waszą modlitwą i świadectwem życia. W duchu tak pojętej jedności, pod życzliwym spojrzeniem Matki Bożej Kontemplacji, błogosławię was w Imieniu Świętego Dominika”.

Z kolei 8 sierpnia 1990r., w święto św. Dominika ojciec Jean oficjalnie przyjmuje również małych braci na łono Kościoła. Następnie, 22 listopada 1999r. brat Thimothy Radcliffe OP uznaje, że mali bracia „stanowią część rodziny dominikańskiej”. Jego następca, brat Carlos Aspiroz OP dwa lata później potwierdza ich przyjęcie do tej rodziny.

_______________
1 Wyrażenie to można odnaleźć w pierwotnych tekstach Zakonu Dominikańskiego, zwłaszcza w papieskich bullach, zatwierdzających Zakon.
2 Historycy mogą dziś wykazać jak ważne dla określeniu swego charyzmatu było dla św. Dominika to spotkanie ze św. Franciszkiem.

Przewiń do góry